|
W tym roku tylko dwóch z nas dało radę stawić się w Domu Dziecka w Komarnie. Tomasz i Boguta przez kilka godzin zabawiali gromadkę dzieci tych mniejszych i tych większych. Może "zabawiali" to za duże słowo - przywieźli trochę rycerskich zabawek i tylko pilnowali by każde dziecko na koniec dnia nadal miało wszystkie części ciała na swoim miejscu. Największą popularnością cieszyły się treningowe miecze wykonane z gumy i pianki. Dzieci płci obojga w maskach szermierczych okładały się nimi radośnie. Ileż energii mają. Zdumiewa mnie to za każdym razem.
Zdjęcia wykonane oczami, zapisane w pamięci:
Tomasz z wielkim uśmiechem walczący piankowym mieczem przymocowanym do dziecka. Jak? Trzymał malucha w rękach metr nad ziemią, a maluch z kolei trzymał zabawkowy miecz i tak walczył ze swoim przeciwnikiem. I obaj -Tomasz i maluch mieli podobnie radosne miny. Acha - do tego gromadka dookoła z której wydobywało się "ja też chcę, ja też chcę" : )
Trzylatek z moim mieczem w dłoniach kłania mi się i stukaniem w drugi miecz i wymownym spojrzeniem zachęca mnie do małego sparingu. Tak, zdębiałem. Miał trzy latka, czapkę ledwo widać było znad trawy. I tak dworne zachowanie. To był "sparing" niosący wiele radości.
Rzucanie się pluszakami. Oberwałem w głowę Pikachu - dobrze, że miałem kaptur kolczy ;-)
Mina Tomasza kiedy oba hełmy zniknęły w tłumie, tarcze pomigrowały gdzieś w dal, do obu mieczy które kurczowo trzymałem doczepiona była mała gromadka skrzatów, a wszystkie cztery piankowe miecze były już w ruchu. Jego wzrok mówił: "Nie ogarniemy tego, ale choć sprawiajmy wrażenie, że wiemy co się dzieje".
|